| Bojaźń Boża i jej skutki w życiu wierzącego |
|
Zawsze zastanawiała mnie jedna rzecz: dlaczego my, wierzący, tak lekko podchodzimy do sprawy grzechu w naszym osobistym życiu, że tak naprawę nawet nie próbujemy podejmować z nim walki, nie staramy się wyeliminować go z naszego życia. Można powiedzieć, że grzech zadomawia się w naszym życiu i przestaje nam przeszkadzać. Zgadzamy się na jego obecność ze świadomością, że nic nie możemy z nim zrobić, że jest od nas silniejszy. I zostawiamy sobie furtkę, by móc pozwalać sobie w taki czy inny sposób grzeszyć, mówiąc, że jesteśmy z natury grzesznikami i nie ma mocy, która by to w naszym życiu zmieniła. Nie mówię tu o takich bardzo spektakularnych i widzialnych grzechach, jak alkoholizm, cudzołóstwo, kradzież, morderstwo czy inne tego typu, ale o tych zwykłych codziennych, które niekoniecznie od razu rzucają się w oczy innym wierzącym. Pomyślmy o paru przykładach:
Co nie działa?Co zatem nie działa tak jak powinno w naszym chrześcijańskim życiu, skoro tak łatwo i lekko tolerujemy towarzyszący nam grzech? Po długim rozważaniu wniosek nasuwa się sam: nie traktujemy poważnie świętości Boga. Oczywiście wierzymy głęboko, że gdy narodziliśmy się na nowo z Boga, staliśmy się dziećmi Bożymi, jak to nam obiecuje Ewangelia Jana 1,12: „Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego”. Wierzymy, że Bóg stał się naszym Ojcem, że dostąpiliśmy usynowienia i nabyliśmy prawa dzieci Bożych. Jest to oczywiście wspaniała, kosztowna prawda i powinniśmy trzymać się jej jak kotwicy dla naszej duszy. Problem jest jednak w tym, że zapominamy, że naszym Ojcem jest święty Bóg. Wierzymy, że Ojciec niebieski bardzo nas kocha. Pozwalamy sobie jedna na myślenie, że w związku z tym, iż adoptował nas na swoje dzieci, to jednocześnie zmienił swoje zdanie na temat grzechu. Wyobrażamy Go sobie i traktujemy jak staruszka, który sam nie ma upodobania w grzechu, ale przez palce patrzy na grzech swoich dzieci. Ale tak nie jest. Bóg jest zawsze święty i jako Ojciec jest Ojcem świętym – tak właśnie nazwał Go Pan Jezus. Co to znaczy, że Bóg jest święty? Jest On całkowicie doskonały, całkowicie czysty i oddzielony od grzechu. Grzech nie może się znaleźć w Jego obecności. Nie ma w Nim żadnej ciemności. Co więcej, świętość jest cechą, która przenika wszystkie pozostałe cechy Boga: Jego prawość jest święta, Jego mądrość jest święta i w końcu Jego miłość jest święta i to miłość zarówno do całego stworzenia, jak i ta szczególna, do swoich dzieci. Najlepiej i najpełniej świętość Boga widzimy na krzyżu na Golgocie, gdy na Pana Jezusa, świętego Bożego Syna, został złożony grzech wszystkich ludzi – również mój i twój. Wtedy święty Ojciec odwrócił się od Tego, którego kochał najbardziej – od swojego umiłowanego Syna. To właśnie wtedy Pan Jezus zawołał z krzyża do Boga: „Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił?!”. Dlaczego tak się stało? Bo grzech jest tym, czego Bóg nienawidzi najbardziej, czego w żaden sposób nie może tolerować. Bóg nienawidzi grzechu bardziej niż smutku, choroby, cierpienia, bólu, biedy, wojny, głodu, destrukcji, śmierci, łez, złamanego serca czy piekła. Grzech dla Boga jest tym, czym rak dla matki, której choroba zabiera jej najukochańsze dziecko. Skoro jednak Bóg tak bardzo nienawidzi grzechu, my także powinniśmy mieć takie samo podejście do grzechu w naszym życiu. Powinniśmy podchodzić do niego jako do czegoś odrażającego, a nie usprawiedliwiać go i pobłażać, bo przecież każdy grzech rani i znieważa naszego Boga – świętego Ojca. Gdy przejmiemy się świętością Boga, to zrodzi się w nas bojaźń w stosunku do Boga. Zastanówmy się jednak, co to jest bojaźń Boża? To strach czy obawa, by nie przynieść swojemu Bogu i Ojcu wstydu, by Go nie zranić i nie znieważyć. Gdy w naszym życiu jest taki święty strach, to wpłynie on na nasze postępowanie. Potwierdzają to przykłady biblijne. Dobrze znamy historię Józefa i żony Potyfara. Namawiała ona Józefa, aby stał się jej kochankiem. W sumie nikt z ludzi nie musiał się o tym dowiedzieć. Ale Józef znał Boga i bał się Go, więc odmówił żonie swojego pana, przez co znalazł się niewinnie w więzieniu, gdzie przesiedział kilka lat. Powiedział wtedy tej kobiecie: „Jakże miałbym popełnić tak wielką niegodziwość i zgrzeszyć przeciwko Bogu?” (1 M 39,9). Inny przykład: król Saul prześladował Dawida. Ścigał go zapamiętale, aby go zabić. Lecz trafiły się dwie okazje, w których to Dawid miał możliwość zabicia Saula, swego prześladowcy. Jego żołnierze namawiali go, aby zabił Saula, wskazując, że będzie to wypełnienie proroctwa i woli Boga, ale Dawid, bojąc się Boga, powiedział, że nie zabije Bożego wybrańca, bo nie wolno mu. Ze względu na bojaźń przed Bogiem nie zabił Saula (1 Sm 26,7-11). Widzimy więc, że gdy w naszym sercu jest bojaźń Boża, to wpływa ona na nasz sposób postępowania i nasze decyzje. Życie jednak jest takie, jakie jest i zdarza się nam, że ulegniemy pokusie czy okolicznościom i zgrzeszymy. Co wtedy możemy zrobić? Powinniśmy wtedy zdać sobie sprawę, że zraniliśmy i znieważyliśmy naszego świętego Ojca, wyznać Mu grzech i prosić o oczyszczenie i pomoc, jak zrobił to Dawid, gdy zrozumiał swój grzech z Batszebą. Wołał wtedy do Boga: „Przeciwko Tobie samemu zgrzeszyłem. Oczyść mnie, a stanę się bielszym nad śnieg” (Ps 51,9). W czym bojaźń Boża może nam dopomóc?Przejęcie się Bożą świętością obudzi w nas święty strach, aby nie ranić świętego Ojca. I właśnie to może stać się motywacją naszego działania. Gdy studiujemy Biblię, to znamy oczekiwania Boga względem nas. Ale często nie jesteśmy im posłuszni, bo nie mamy głębokiej motywacji do wysiłku, aby w danym zakresie naszego życia okazywać posłuszeństwo. Jeśli przeżyliśmy świętość Boga i zrodziła się w nas Boża bojaźń, to powstanie w nas nowa motywacja: chcę sprawić Bogu radość moim posłuszeństwem i w ten sposób okazać Mu miłość. Chcę robić to, czego ode mnie oczekuje i starać się nie robić tego, co sprawia Mu przykrość. Każdy z nas zna swoje słabe strony, które stają się powodem grzechu w naszym życiu. Zasada walki z naszym grzechem jest jednak taka sama. Na przykład:
To wszystko postaram się robić nie ze względu na męża/żonę, świadectwo czy inne motywacje. Będę to robić ze względu na Pana. Oczywiście, to tylko kilka przykładów, ale schemat pozostaje ten sam. Co dalej?Co zatem powinieneś robić, aby mieć taką postawę wobec świętego Ojca niebieskiego? 1. Módl się do Pana: „Daj mi poznać, zrozumieć i przeżyć Twoją świętość, aby móc żyć w bojaźni przed Tobą” i rozmyślaj nad Bożą świętością i nad Słowem, które ją pokazuje (2 M 19; Iz 6; Mt 5-7). 2. Jeśli naprawdę przeżyjesz Bożą świętość i zrodzi ona w tobie świętą bojaźń, to proś Pana: „Pomóż mi zmienić w swoim życiu to, co sprawia Ci przykrość, bo chcę przynosić Ci radość moim życiem”. Pamiętajmy: „Początkiem mądrości jest bojaźń Pana; wszyscy, którzy ją okazują, są prawdziwie mądrzy” Ps 111,10 E.N. |